blog.aspołeczny.net

Pepsi oficjalnie zmienia logo  15 komentarzy »

20 listopada '08, 12:39

Nie wiem czy wiecie, drodzy joggerowi pepsimani, ale firma oficjalnie zmieniła logo na "to ohydztwo", "ten szit", inne_tego_typu_epitety. Ponieważ niektórzy się już deklarowali, że po takowej zmianie przestają pić Pepsi (bo jak powszechnie wiadomo wygląd puszki ma ogromy wpływ na smak napoju) wszyscy mamy nadzieję, że dotrzymają słowa i wytrwają w tym jakże słusznym postanowieniu. Nie dajcie się, wymuście bojkotem Pepsi powrót starego wyglądu! :]

Don't belive me? Take a look at pepsi.com

Kosę do kieszeni - Spyderco Byrd  12 komentarzy »

20 listopada '08, 09:38

Od pewnego czasu odczuwałem wyraźny brak jakiegoś ostrego przedmiotu pod ręką. Gdy zachodziła potrzeba przecięcia/rozcięcia/otworzenia/innej natury zniszczenia czegoś, nigdy nie dysponowałem odpowiednim narzędziem (nie licząc zębów). Nożyczki niestety odpadają, pomijając ich ograniczoną użyteczność nie są odpowiednie dla prawdziwych twardzieli na Harleyu (Harleya jeszcze się nie dorobiłem, ale pracuję nad tym). Uznałem, że najlepszy na moje skromne potrzeby będzie niewielki folder (nóż składany) EDC nie ciążący zbytnio w kieszeni, nie straszący ludzi po wyjęciu i przyjemny dla oka. Poszukiwań swojego kawałka stali nie rozpocząłem od najbliższego targu, bowiem tamte twory są nożami tylko z kształtu i nazwy, a od googli, rozejrzeć się za jakimś serwisem, gdzie będę mógł przyswoić nieco wiedzy na temat.

Zaraz potem po raz pierwszy zobaczyłem ceny dobrych noży i zwątpiłem. 300zł za kawałek metalu, kto normalny tyle płaci?!? Udało mi się jednak pojąć, że istnieją rzeczy warte i takiej kwoty ze względu na stal, wytrzymałość, dbałość o szczegóły, etc. Pomińmy temat übernknifes i przejdźmy do sedna – submarki Byrd. Byrd to jest taki twór stworzony przez Spyderco, jedną z najstarszych i najbardziej innowacyjnych firm na rynku. Różni się tym od firmy - matki, że produkcja przebiega w ChRL pod nadzorem Spyderco z wykorzystaniem ichnich technologii, co drastycznie obniża cenę. Z początku ponoć istniały wątpliwości co do jakości takiego miksu (główne obawy dotyczyły chińskiej stali 8Cr13MoV), ale jednak po przeprowadzeniu przez kilka for testów ostatecznych (celem takiej próby było zniszczenie noża…) Byrd zyskał błogosławieństwo środowiska kniferów, a zastosowana stal sklasyfikowana na poziomie znanej nierdzewki Aus8. Zainteresowanych odsyłam do przystępnego artykułu na tenże temat.

Z racji wrodzonego skąpstwa i odrobiny zdrowego rozsądku zawęziłem swe poszukiwania do ww. fruwającej marki. Od razu zauroczył mnie model Flight w wersji całkowicie metalowej i nielakierowanej (Stainless). Bez specjalnego namysłu zamówiłem go w sieci.

Kurier dostarczył go następnego dnia. Pierwsze wrażenie to same ochy i achy - ale ładny, jak dokładnie spasowany, super leży w dłoni, bardzo wygodmy (blokada back-lock chyba pozostanie moją ulubioną). Drugi rzut oka - kurwa, przecież on jest wielki! 20 cm całość! 9 cm ostrza! Przecież na zdjęciach był mniejszy! Tego nikt o zdrowych zmysłach nie wyjmie publicznie bo ludzie pouciekają, ochrona przybiegnie i tylko w mordę przywali! Dalsze chwila zastanowienia - mimo wszystko jest świetny, nie chcę go oddawać albo wymieniać... OK, nie pali się, poczekam trochę, oswoję się i zobaczymy co z tym fantem zrobimy.

Trzy dni później po drodze na zajęcia zahaczyłem o sklep militarny i co widzę? Ano widzę gablotkę z niewielkim (ale zawsze jakimś) wyborem markowych przedmiotów tnących. I promocję. A na dokładkę jeszcze Byrd Crow, którego od razu mianowałem najlepszym folderkiem EDC za rozsądne pieniądze. Niewielki, czarny i stylowy. Zamknięty mieści się w garści, krótkie ostrze o łagodnej krzywiźnie mierzy 7 cm (z czego 6 przypada na krawędź tnącą) i nie wzbudza nieprzyjemnych skojarzeń u postronnych obserwatorów związanych z wbijaniem tegoż w żywe ciało. Ochrona w też nie powinna się zaniepokoić gdy ujrzy nożyk w sklepie podczas rozcinania zgrzewki soku czy tym podobnych. Pewna blokada typu liner-lock. Jakieś mankamenty? Owszem, ale stosunkowo subiektywne - czarny lakier na aluminiowych okładzinach rękojeści i samym ostrzu będzie się z czasem rysował (już mam pomniejsze przebłyski czystego metalu), ale jest to oczywiste i obniża jedynie walory estetyczne, użyteczność pozostaje bez zmian. Budować okopów nim nikt nie zamierzał, podważać drzwi również. Po prostu solidny EDC, idealny jak na moje potrzeby.

Ostatecznie to Crow stał się moim codziennym pomocnikiem, a Flight pozostał w "kolekcji" jako wygodne i trwałe narzędzie do zabrania w plener lub na wyjazd. Straszne jest jednak to, że najwyraźniej złapałem bakcyla kniferskiego i całkiem możliwe, że na dwóch folderkach się nie skończy. Wszystko zależy od finansów, obym mógł sobie pozwolić na takie i droższe hobby, czego sobie szczerze życzę, amen.

Znak dzisiejszych czasów  3 komentarze »

16 października '08, 00:42

Pierwsza hmmm... osoba, która złożyła mi życzenia urodzinowe?
Forum Ubuntu...

Gdyby nie ten zdawkowy mail, serio byłbym zapomniał. Upominki z okazji skończonej dziewietnastki i świeżo rozpoczętej dwudziestki (że też dożyłem...) można przelewać na konto numer 26 1140 2004 0000 3102 5439 4471. :)

Własne cztery kąty  4 komentarze »

16 sierpnia '08, 20:16

Gdy tak się przypadkiem złożyło, że maturę napisałem z wynikiem pozytywnym i nawet mam prawo nieśmiało myśleć o dostaniu się na studia, osiągnąłem coś więcej niż śmieszny papierek z urzędowymi pieczątkami i kopią podpisu dyrektora OKE, mianowicie zyskałem własne mieszkanie. Może to nie moje nazwisko widnieje na rachunkach czy zeznaniach podatkowych, co nie zmienia faktu, że to ja tu mieszkam. (co, niestety, nie znaczy również, że nie ja płacę rachunki). Jako że jestem typowym, wypranym z duchowości materialistą, te "własne" cztery kąty na dłuższą ucieszyły mnie zdecydowanie bardziej niż koniec edukacji szkolnej czy ostatecznie przyjęcie na studia.

Początkowo miałem mieszkać sam ze sobą, czyli, jeżeli zmarginalizujemy ojca piętro wyżej i sąsiadów poniżej (nie, to nie blok, to domek "wielorodzinny"), "wolność Tomku w swoim domku" - imprezy, melanże, zarzygane ściany, wybite okna, zerwane deski z podłogi i czarne msze co piątek. Lecz niestety, zawsze musi znaleźć się coś, co kompletnie zniweczy wszystkie plany i założenia. W końcu brat to też człowiek, mimo, iż młodszy, to i dla niego też trzeba zarezerwować miejsce na czas edukacji ponadgimnazjalnej (mam jeszcze co najmniej rok spokoju, Dionizosowi niech będą dzięki). Było ciężko, ale przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Najwyżej będę czcił Szatana u siebie w pokoju.

Z Sonego w Sony  3 komentarze »

19 kwietnia '08, 14:08

Telefony od Sony Ericssona mają jedną, potężną wadę - lubią psuć się w nich joysticki. W przypadku mojego k310i polegała to na tym, że przyciski w górę i w dół wybierają zupełnie losowy kierunek. Mocno utrudnia to korzystanie z telefonu, co podwyższa ciśnienie i powoduje nerwowość u właściciela, tym większą u mnie, iż Operą mini inaczej sterować się nie da. Pewnego dnia przebrała się miarka - przeliczyłem posiadane fundusze i uznałem, że nowa komórka uzyskała status " pryriorytet".

Ponieważ jestem dziwny i telefon do spółki z kartą iPlus simdata służy mi głównie do surfowania po sieci nie interesowały mnie żadne promocje, abonenty czy inne mixy oferujące setki minut i miliony esemesów w sieci. Potrzebowałem samego aparatu, bez zmiany mojej ulubionej taryfy. Ruszyłem dupę na miasto i odwiedziłem parę "salonów GSM" w poszukiwaniu nowego, błyszczącego sprzętu, którym mógłbym zaszpanować nosząc go pod rozpiętą koszulą na wydepilowanej, umięśnionej i opalonej klacie (by dresy nie musiały mi po kieszeniach szukać).

Założenia były trzy:

+ jedno, cholernie ważne, pytanie - "ile ten model kosztuje i dlaczego mnie na niego nie stać?"

Gdzieś usłyszałem, że nasi operatorzy niedawno zaczęli oferować k550i za zeta z lojalką na iks lat, pomyślałem więc chwilę, wyciągnąłem wnioski i uznałem, że jego ceny na wolnym rynku powinny znacząco spaść. Wyjątkowo tym razem miałem rację. Obszedłem kilka miejsc w Lublinie, by wyrobić sobie opinię nt. średniej wysokości cen. W tak zwanym międzyczasie znajomy ogłosił chęć pozbycia się miesięcznego k800i za taką samą cenę, jak żądają za uboższego brata. Poczułem się jak typowy romantyczny bohater obarczony ciężarem wyboru - i tak źle (bo dżojstik, bo wielka krowa, bo aparat to ja mam osobno), i tak niedobrze (bo niby gorszy, bo tańszy). Ostatecznie przejrzałem specyfikację obu modeli czego się dowiedziałem? Ano dowiedziałem się, że ładniejszy-zgrabniejszy-mniejszy-szczuplejszy k550i posiada taki bajer jak EDGE (w przeciwieństwie do droższego, bardziej multimedialnego, a w związku z tym teoretycznie lepszego k800i) co w moim, internetowym, przypadku jest argumentem przeważającym. Poszedłem i kupiłem.

Czas na małe review po dwóch tygodniach używania:

Wyświetlacz to dla mnie wielki skok jakościowy. Różnica pomiędzy technologią CSTN a TFD (wariacja TFT) jest ogromna - ostrość, głębia koloru, wyrazistość, etc. - wszystko to składa się na prawdziwy komfort użytkowania. Wielogodzinnego w moim chorym przypadku.

Klawisze wbrew pozorom są bardzo wygodne, mimo ich oryginalnego kształtu. Obawiałem się, czy jakiekolwiek eksperymenty z klawiaturą są praktyczne, ale na całe szczęście mogę powiedzieć, że tym razem designerzy Sony wyszli obronną ręką. Skok jest wyraźny, klawisze numeryczne w przemyślanej odległości, a d-pad sprawdza się w swojej roli.

Aparat - część telefonu, która ma dla mnie najmniejsze znaczenie. Postrzelałem sobie trochę i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, iż jako zabawka spisuje się doskonale. Zdjęcia wychodzą wystarczająco ostre, wbudowane ustawienia dają wystarczający efekt, opcji w menu aparatu mamy wystarczająco dużo, filmy kręci w wystarczającej jakości. Po prostu fajna zabawka.

Ten model posiada podobno dobry odtwarzacz MP3 (na podstawie k550i skonstruowano w610i). Ja z tej funkcji w ogóle nie korzystam, wolę swojego cegłowatego Zen Touch, więc nic nie mogę na ten temat powiedzieć.

Bateria Li-Poly przy połączonym non-stop z siecią telefonem i intensywnym (czytaj - wielogodzinnym) wykorzystaniu telefonu trzyma mi około 24 godzin. Ile działa na nieużywanym aparacie jeszcze nie wiem, hehe.

Software Sony jest jak zwykle świetny, nie ma o czym opowiadać, bo w większości SE jest on bardzo podobny. Najbardziej praktyczny jest, niestety, rozbudowany budzik. ;)

O, proszę, a tak mój nabytek wygląda:

Podsumowując...

...telefonu nie polecam nikomó!!!11Nie kupójciem go!!!1

Bo chcę być wyjątkowy. :>