blog.aspołeczny.net

Kosę do kieszeni - Spyderco Byrd  13 komentarzy »

20 listopada '08, 09:38

Od pewnego czasu odczuwałem wyraźny brak jakiegoś ostrego przedmiotu pod ręką. Gdy zachodziła potrzeba przecięcia/rozcięcia/otworzenia/innej natury zniszczenia czegoś, nigdy nie dysponowałem odpowiednim narzędziem (nie licząc zębów). Nożyczki niestety odpadają, pomijając ich ograniczoną użyteczność nie są odpowiednie dla prawdziwych twardzieli na Harleyu (Harleya jeszcze się nie dorobiłem, ale pracuję nad tym). Uznałem, że najlepszy na moje skromne potrzeby będzie niewielki folder (nóż składany) EDC nie ciążący zbytnio w kieszeni, nie straszący ludzi po wyjęciu i przyjemny dla oka. Poszukiwań swojego kawałka stali nie rozpocząłem od najbliższego targu, bowiem tamte twory są nożami tylko z kształtu i nazwy, a od googli, rozejrzeć się za jakimś serwisem, gdzie będę mógł przyswoić nieco wiedzy na temat.

Zaraz potem po raz pierwszy zobaczyłem ceny dobrych noży i zwątpiłem. 300zł za kawałek metalu, kto normalny tyle płaci?!? Udało mi się jednak pojąć, że istnieją rzeczy warte i takiej kwoty ze względu na stal, wytrzymałość, dbałość o szczegóły, etc. Pomińmy temat übernknifes i przejdźmy do sedna – submarki Byrd. Byrd to jest taki twór stworzony przez Spyderco, jedną z najstarszych i najbardziej innowacyjnych firm na rynku. Różni się tym od firmy - matki, że produkcja przebiega w ChRL pod nadzorem Spyderco z wykorzystaniem ichnich technologii, co drastycznie obniża cenę. Z początku ponoć istniały wątpliwości co do jakości takiego miksu (główne obawy dotyczyły chińskiej stali 8Cr13MoV), ale jednak po przeprowadzeniu przez kilka for testów ostatecznych (celem takiej próby było zniszczenie noża…) Byrd zyskał błogosławieństwo środowiska kniferów, a zastosowana stal sklasyfikowana na poziomie znanej nierdzewki Aus8. Zainteresowanych odsyłam do przystępnego artykułu na tenże temat.

Z racji wrodzonego skąpstwa i odrobiny zdrowego rozsądku zawęziłem swe poszukiwania do ww. fruwającej marki. Od razu zauroczył mnie model Flight w wersji całkowicie metalowej i nielakierowanej (Stainless). Bez specjalnego namysłu zamówiłem go w sieci.

Kurier dostarczył go następnego dnia. Pierwsze wrażenie to same ochy i achy - ale ładny, jak dokładnie spasowany, super leży w dłoni, bardzo wygodmy (blokada back-lock chyba pozostanie moją ulubioną). Drugi rzut oka - kurwa, przecież on jest wielki! 20 cm całość! 9 cm ostrza! Przecież na zdjęciach był mniejszy! Tego nikt o zdrowych zmysłach nie wyjmie publicznie bo ludzie pouciekają, ochrona przybiegnie i tylko w mordę przywali! Dalsze chwila zastanowienia - mimo wszystko jest świetny, nie chcę go oddawać albo wymieniać... OK, nie pali się, poczekam trochę, oswoję się i zobaczymy co z tym fantem zrobimy.

Trzy dni później po drodze na zajęcia zahaczyłem o sklep militarny i co widzę? Ano widzę gablotkę z niewielkim (ale zawsze jakimś) wyborem markowych przedmiotów tnących. I promocję. A na dokładkę jeszcze Byrd Crow, którego od razu mianowałem najlepszym folderkiem EDC za rozsądne pieniądze. Niewielki, czarny i stylowy. Zamknięty mieści się w garści, krótkie ostrze o łagodnej krzywiźnie mierzy 7 cm (z czego 6 przypada na krawędź tnącą) i nie wzbudza nieprzyjemnych skojarzeń u postronnych obserwatorów związanych z wbijaniem tegoż w żywe ciało. Ochrona w też nie powinna się zaniepokoić gdy ujrzy nożyk w sklepie podczas rozcinania zgrzewki soku czy tym podobnych. Pewna blokada typu liner-lock. Jakieś mankamenty? Owszem, ale stosunkowo subiektywne - czarny lakier na aluminiowych okładzinach rękojeści i samym ostrzu będzie się z czasem rysował (już mam pomniejsze przebłyski czystego metalu), ale jest to oczywiste i obniża jedynie walory estetyczne, użyteczność pozostaje bez zmian. Budować okopów nim nikt nie zamierzał, podważać drzwi również. Po prostu solidny EDC, idealny jak na moje potrzeby.

Ostatecznie to Crow stał się moim codziennym pomocnikiem, a Flight pozostał w "kolekcji" jako wygodne i trwałe narzędzie do zabrania w plener lub na wyjazd. Straszne jest jednak to, że najwyraźniej złapałem bakcyla kniferskiego i całkiem możliwe, że na dwóch folderkach się nie skończy. Wszystko zależy od finansów, obym mógł sobie pozwolić na takie i droższe hobby, czego sobie szczerze życzę, amen.