blog.aspołeczny.net

Windows sprzedawany z laptopem, oh no!

Od niecałego miesiąca mam notebooka. Sprzęt jest nowy - porządnie wyposażony Asus X55SV, którego to moją recenzję od strony hardware można znaleźć na forum Notebookcheck. Laptop kupiłem razem z preinstalowanym systemem Microsoftu w ramach sprzedaży wiązanej. Na rynku nie ma dostępnego tego modelu bez systemu, sprzedawca rzecz jasna nie umożliwia rezygnacji z oprogramowania i obniżenia ceny sprzętu o jego wartość, a walczyć mi się nie chciało. Nie byłem z tego powodu szczęśliwy, o nie. Nie chciałem Visty, nie po tym, co o niej czytałem w sieci, na wielu różnych portalach i blogach – joggerowych też.

Kurier dostarcza komputer, i pierwszy raz włączam nowego Windowsa. Tego samego dnia formatuję dysk i instaluję na nim dystrybucję GNU/Linuksa, co do której miałem nadzieję, że najlepiej obsłuży wszystkie podzespoły, którą od dawna posługiwałem się na co dzień. Ubuntu znaczy się, ale mniejsza o to. Lubię Linuksa, ze względu na wiele rozwiązań i udogodnień, których u konkurencji nie znajdę. Panuje powszechne przekonanie, że trzeba poświęcić dużo czasu na jego konfigurację – to nie prawda, większość sprzętu działa od ręki, resztę wystarczy tylko skonfigurować. Nie, ten wpis nie jest o linuksie na laptopie. Żeby było weselej, nie jadę w nim też po Microsofcie.

Trzy dni. Po trzech dniach wziąłem recovery CD i przywróciłem Windowsa.

Pytanie pierwsze – na bogów, dlaczego? Czyżbym był aż tak zdesperowany? E-e. W sumie wszystko, co najważniejsze działało pod Ubuntu bez większych problemów, Wi-Fi nawet zdecydowanie lepiej niż pod Windowsem, a problemy były niewielkie. W końcu jak często używa się wbudowanej kamerki, nie? (to była lekko zaznaczona ironia) Dlatego pominiemy to, że zbierała obraz do góry nogami. Nie kombinowałem z tym, bo po prostu na dzień dzisiejszy nie ma żadnego rozwiązania. Kłopoty z konfiguracją touchpada wynikały zapewne w większości z mojej niewielkiej wiedzy dotyczącej xorga (czytam manuale, serio), podobnie było z obsługą mojego telefonu przez bluetooth. Problem z dźwiękiem, czy może konkretniej z Alsą, pozostał, ale to chyba dlatego, że w połowie wątku na forum Ubuntu jego dotyczącego straciłem cierpliwość i rzuciłem to wszystko w diabły. Nie wnikając dokładnie w przyczynę frustracji powiem tylko, że nie zmienił się mój stosunek do Linuksa. To, że w moim przypadku było „nieco” kłopotów nie znaczy, że na innym sprzęcie też wystąpią, czego przykładem jest iluś tam zadowolonych userów. No, skoro to już sobie wyjaśniliśmy, przejdźmy do części właściwej.

Jak każdy wie, najnowszy system od Microsoftu (Lub jak ktoś woli, od Micro$oftu), to nieziemska porażka, nie nadaje się do niczego. Ma wielkie wymagania sprzętowe, jest wolny, zamula dysk, przeszkadza użytkownikowi, jest niestabilny, zbyt cukierkowy i śmiesznie się nazywa. Właściwie to jest chyba najgorszą edycją Windowsa od czasów 1.0, prawda? A gówno prawda. Dopóki nie minął tydzień korzystania z Visty sam miałem podobne podejście. Nastawiłem się wybitnie negatywnie przede wszystkim po tym, co znalazłem w Internecie na jej temat. Co ciekawe, większość opinii albo nie podawała żadnych argumentów, albo były one ogólnikowe. Nie chcę tu analizować przyczyn takiego stanu rzeczy, domyślam się tylko, że powodami mogą być niechęć do Microsoftu i na przykład niezadowolenie pierwszych użytkowników świeżego systemu, co udzieliło się ogółowi (a znacie to?).

Nawiązując do mitu o miesiącach potrzebnych na konfigurację Linuksa tak, żeby nadawał się do pracy powiem, że ta czynność zajęła mi więcej czasu pod Windowsem (instalacja dziesiątek paczek sterowników Asusa, wyłączanie zbędnych usług systemu, grzebanie w rejestrze, odblokowywanie ukrytych możliwości, setki restartów), niż na Ubuntu, gdzie to, co najbardziej potrzebne było gotowe po drugim uruchomieniu systemu. Jednak po przebrnięciu przez to wszystko, po instalacji SP1, po tygodniu potrzebnym na zbudowanie przez Vistę indeksu plików objawił się przede mną znakomity system operacyjny. Jak każdego Windowsa przed nim, dostosowałem go do swoich potrzeb, jak każdemu Windowsowi brakuje mu kilku „usprawnień”, które są normą dla Linuksa (możliwości konfiguracyjne interfejsu użytkownika, repozytoria(!)). Korzystam z niego miesiąc i twierdzę, że (moim zdaniem, do cholery jasnej!) Vista jest lepsza niż XP. Zdecydowanie nie jest krokiem wstecz, jak twierdzą niektórzy. Doskonały system pomocy czy świetna usługa indeksowania i wyszukiwania, całkiem wygodne GUI – tego raczej nie znajdziemy w XP, co? Trzeba się tylko przełamać i zmienić trochę swoje przyzwyczajenia.

Vista rzecz jasna nie jest ideałem. Ma swoje irytujące przypadłości, jest systemem pełnym ograniczeń. Najgorszą rzeczą jaką zrobił Microsoft nie jest UAC, a wbudowany mechanizm DRM i jego konsekwencje. Wszystko sprowadza się do zablokowania możliwości sprzętowego przetwarzania dźwięku, dzięki czemu żadna lepsza karta dźwiękowa nie może rozwinąć swoich skrzydeł, a przetwarzaniem zamiast niej zajmuje się CPU zupełnie bezsensownie zajmując zasoby. Wprawdzie producenci znaleźli sposoby na „oszukanie” Visty (więcej o tym np. na PCLabie), co nie zmienia faktu, że ten mechanizm jest dziełem korporacyjnych debili. Żałosny jest też kompletny brak informacji o tym, co robi system w danej chwili, dlaczego mieli dyskiem, co konkretnie pożera mi zasoby. Nowością jest coś takiego jak „menadżer zasobów”, ale ani trochę nie rozjaśnia on sytuacji (co to do cholery jest usługa „system”?!). Wkurzający mechanizm hibernacji – zrzut pamięci na dysk potrafi trwać dobre kilka minut, dopełnia czarę goryczy.

Na dzień dzisiejszy, gdybym miał (nieodpłatny...) wybór pomiędzy, powiedzmy, Ubuntu a XP, wybrałbym bez zastanowienia Linuksa. Gdy z notebookiem mam już „gratis” Vistę i darmowe Ubuntu… to już napisałem, jak zdecydowałem.

PS: I znowu jogger urwał mi wpis w pół zdania, mimo wstawionego EXCERPT, rwa mać...

Wybitne przemyślenia szanownych gości

  1. dos 26 sierpnia '08, 15:00

    Mam Vistę na jednym z dysków, korzystam czasem (bo muszę), ale za nic bym się do niej nie przekonał. Jedyne, czym mnie zadowoliła, to bezproblemowe odpalenie Portala (no, akurat mi się nie chciało, normalnie to bym się uparł i odpalił przez wine :P)

  2. dikamilo 26 sierpnia '08, 16:26

    Myślę że większość tych co o Viście mają negatywne zdanie, w tym ja, to osoby, których komputer nie jest w stanie obsłużyć wydajnie tego systemu. Prawdę mówiąc miałem Viste zainstalowaną kilka dni i zrezygnowałem z niej tylko dlatego że 512MB ramu to nie jest wystarczająca ilość dla tego systemu, aby sprawnie pracować na tym systemie. W końcu na mojej konfiguracji (po odpowiednim wyłączeniu zbędnych usług itp.) po uruchomieniu zjada jakieś 300+ MB Ramu a na XP po takim samym zabiegu wynik ten jest w granicach 130MB. Jednym z większych problemów tego systemu jest to że trzeba się zaopatrzyć w nowe sterowniki, o ile do Liveboxa i Geforca znalazłem, o tyle do mojej płyty głównej nie, system sam wszystko zainstalował o prócz karty dźwiękowej i SouthBridge, fakt że LiveUpdate znalazło mi stery do karty w końcu, ale Bridge dalej wołało o sterowniki.

  3. dos 26 sierpnia '08, 16:28

    Mój sprzęt ma bodajże 4.8 w viścianej klasyfikacji, ale mimo wszystko mam o tym systemie negatywne zdanie.

  4. Piotr Pyclik 26 sierpnia '08, 16:29

    Co to za viściana klasyfikacja? Chętnie bym się dowiedział jak stoi mój laptop, bo oryginalnie zainstalowaną vistę wywaliłem 5 minut po pierwszym uruchomieniu.

  5. YuZ 26 sierpnia '08, 16:30

    „co to do cholery jest usługa „system”?!”
    Nie ma takiej usługi, tak nazwany jest najwyżej właściciel procesów systemowych.
    „dlaczego mieli dyskiem”
    W 99% procentach przypadków to SuperFetch (rozwinięcie prefetchingu z XP). Jeżeli masz 2 GB ramu to możesz go spokojnie wyłączyć i wrócić do prefetcha. To daje kopa :)
    „Lubię Linuksa, ze względu na wiele rozwiązań i udogodnień, których u konkurencji nie znajdę”
    No widzisz. A u mnie jest dokładnie na odwrót ;)

  6. dikamilo 26 sierpnia '08, 16:30

    We właściwościach systemu masz taki wskaźnik, który liczy ci klasyfikację, nie wiem ile jest max ale ja miałem o ile się nie mylę coś koło 1,8 :)

  7. Piotr Pyclik 26 sierpnia '08, 16:31

    No to sobie nie sprawdzę. ;)

  8. Krystek 18 października '08, 11:20

    „świetna usługa indeksowania i wyszukiwania, całkiem wygodne GUI – tego raczej nie znajdziemy w XP, co?” – usługa indeksowania dla XP jest dostępna przez Microsoft Update jako jedna z ostatnich (dodatkowych) poprawek przed instalacją Service Pack 3. Co do wyglądu to kwestia dyskusyjna. Mnie np. gdy zasiadam do komputera z Vistą (a pracowałem na niej zaledwie kilka razy i mam rzadko z nią kontakt) bardzo ciężko jest się połapać co za co odpowiada (oczywiście część funkcji w systemie jest taka sama jak w XP). Tak samo ciężko mi (było) się połapać w Viście jak w MacOS/X gdy kiedyś miałem możliwość skorzystania z niego. Kwestia podejścia i przyzwyczajenia się. Sam nie mam Visty, bo mój komputer jest za stary, żeby ją obsłużyć (ba, nie mam nawet Service Packa 3 w XP bo procesor w mojej maszynie jest 32-bitowy i nie ma sensu obciążać starego komputera dodatkami). Vista jest dobra na mocne komputery, z odpowiednim zapasem RAM i procesora. Jeśli przyjdzie mi kupić laptopa to wybiorę sprzęt z Vistą, bo Linuksa – jako drugi system – mogę sobie zainstalować dodatkowo za darmo.

Rzuć mięsem

Antyspam

Uwaga:W komentarzach można użyć formatowania za pomocą Textile.