blog.aspołeczny.net

Misiu  3 komentarze »

30 listopada '07, 14:37

Ja też mam misiu. Pluszak ma trochę szalony wzrok, ale to pewnie od wieloletniego zamknięcia w szufladzie, pod stertą starych skarpetek. Misu Sadomek

Nazwałem go Sadomek, bo wyraźnie lubi ostre gierki :> Misu Sadomek

Niestety, biedak nie zdaje sobie sprawy, że za jego kraciastymi plecami siedzi straszliwy potwór. Już po nim, stał się zabawką dla kota. Memento Misiu Mori. Misu Sadomek

Jednocześnie chciałbym rozwiać przypuszczenia jakobym był gejem. Nie, ja jestem technoseksualny.

Wikipedia by Poles  6 komentarzy »

28 listopada '07, 20:42

Leję na polską wiki ciepłym moczem. Polityka naszej administracji powoduje, że polska encyklopedia jest chyba najmiej zobrazkowaną ze wszystkich. Tylko dwukrotnie próbowałem dodać grafikę do kompletnie niezilustrowanych haseł, a za każdym razem pliki były usuwane - bo łamały jakże praktyczne i rozwojowe dla projektu zasady. Dzień wcześniej pomyślałem, że przyjemnie było by pójść w miasto i popstrykać zdjęć ku chwale Wikipedii, ale teraz mam to gdzieś - gdy tylko się da będę korzystał z wersji anglojęzycznej, a Polacy niech tkwią sobie w więzach pustych ideałów licencyjnych.

Pół królestwa za żonę osobie, której uda się zobrazkować np. hasła o komercyjnych grach, he he...

Soilwork. Opis bardzo subiektywny  Skomentuj »

11 listopada '07, 15:11

Pewnego pochmurnego poranka maszerując na przystanek ze słuchawkami na uszach skontastowałem, że czas poszukać trochę nowości do posłuchania. W końcu kiedyś trzeba zapełnić te 40 GiB (które w swoim czasie były moim najpoważniejszym wydatkiem w życiu) dodatkowymi dźwiękami.

W tym miejscu konieczne są dodatkowe wyjaśnienia. Mój model odbioru i zdobywania nowej muzyki jest dość osobliwy. Zazwyczaj słucham całych albumów, czasem na playliście znajdzie się więcej niż jedna płyta w podobnej stylistyce, nigdy za to nie męczyłem pojedynczych utworów. Preferując jedyny słuszny gatunek nie znajdę nic nowego w radiu ani telewizji (których właściwie i tak unikam), nie dowiem się niczego od ziomali z klasy ni od starszego brata, którego zwyczajnie nie mam. Zaległości nadrabiam hurtowo, raz na jakiś czas - najczęściej gdy wypada więcej dni wolnego - odpalając program last.fm. Ograniczam randomizację tagami jedynego słusznego gatunku, siadam wygodnie w fotelu ze słuchawkami i co jakiś czas zapisuję nazwę zespołu, którego utwór wpadł mi w ucho. Ostatnio jednak, pomijając 1 listopada, wolnego jakby brak, wszystko trzeba robić w biegu. Nic to, zrobię inaczej.

Otwieramy stronę przykładowo takiego In Flames na last.fm, spoglądamy w lewo, na kolumnę zatytułowaną "Podobni wykonawcy". To znamy, tych też... o, Soilwork, fajna nazwa, trzeba spróbować. Przesłuchujemy próbki umieszczone online. Spodobało się? To trzeba teraz gdzieś dostać pełne albumy w akceptowalnej jakości. Wkładamy więc kurtkę i udajemy się do sklepu...

Taa, pewnie. Ja bardzo chętnie, tylko niech ktoś podrzuci mi parę groszy. Tak więc jak na cwanego Polaka przystało otwieramy jedno z for Peer2Mail i szukamy. O jest, niemal kompletna dyskografia - niestety, to tylko MP3, ale przynajmniej bitrate 320kbs. Po niecałej godzince mamy .rar na dysku, chwilę później pliki zamieszkały w odtwarzaczu.

Pierwsze wrażenie ogólnie jest neutralne. Taki typowy göteburg metal - mocne riffy, darcie mordy i odrobina zniewieściałej elektroniki. Jako zapychacz dałby radę. Problem w tym, że ja nie szukam zapychacza. Chcę czegoś na tyle oryginalnego, by nie przelatywało bezmyślnie między uszami, chcę zastanowić się chwilę nad kompozycją utworu. A tu większość albumów jest zwyczajnie miałka. Z jednym wyjątkiem

Album nazywa się A Predator's Portrait i w moim mniemaniu jest inny. Różni się od pozostałej twórczości Soilwork dużą dawką progresywu - zmiany tonacji, tempa, różne techniki wokalne. Utwory komponowane są w prosty, oklepany sposób - zwrotka-refren-zwrotka-refren-solówka-refren, ale jest to jednocześnie ich atutem - większość melodii bardzo łatwo zagnieżdża się w głowie i nie daje spokoju cały dzień. Być może dzięki temu mam wrażenie, że cała płyta trzyma równy poziom.

Konkluzja jest taka - dla Pustelnika Soilwork to tylko jedna płyta.

Trochę rozrywki  6 komentarzy »

10 listopada '07, 16:29

Wyobraź sobie, że dysponujesz takim sprzętem:

Widzisz to? Myślisz, że fajnie byłoby zrobić z tego serwer, pobawić się *nixami albo po prostu zrzucić ze schodów, co? To teraz pomyśl, że to jest twój jedyny komputer, na dodatek z systemem małomiękkiego, dysk-padaka jest zapchany do granic zdjęciami i dokumentami, a ty masz ochotę się rozerwać. Może zagrajmy w wiedźmina, he? No, ale od czego jest abandonware.

W ostatnim miesiącu co tylko siądę do kompa (czyli raptem co weekend) zagrywam się namiętne w OpenTTD. Jest to modyfikacja do komercyjnego Transport Tycoon Deluxe, gry starszej niż Amiga po prostu starej. Jak w większości tak wiekowych produkcji liczy się grywalność i klimat, a nie cieknące shadery. No i odpala na moim Celeronie.

Układanie torów, stawianie lotnisk, wznoszenie mostów, wybieranie najbardziej opłacalnego typu lokomotywy, kopanie drugiego kanału sueskiego, podlizywanie się władzom miast, niszczenie konkurencji, porażki inwestycyjne, nagłe zamykanie przedsiębiorstw o strategicznym dla nas znaczeniu - jak widać nawet Transport Tycoon potrafi być emocjonujący. A z pewnością daje kupę radochy.

Niestety, polska sieć o Transport Tycoon wypada trochę blado w porównaniu do stron anglojęzycznych. Trochę informacji o grze znajdziemy na polskim forum OpenTTD, kilka przydatnych wskazówek mamy na ttycoon.republika.pl i to właściwie wszystko.

W każdym razie w efekcie tego zauroczenia po raz pierwszy od czasów Heroes III zarwałem dwie noce z rzędu przed monitorem. Bilans po długo-weekendowy - oczy wysuszone, powieki opuchnięte, serce wali od Szybko i Skutecznie® a drzwi otwierane do siebie stają się przeszkodą nie do pokonania. Same przyjemności.

Odespać zawsze można na matmie.

Co zrobić by:  3 komentarze »

09 listopada '07, 18:19

Rozbudzić się Szybko i Skutecznie® (bądź zapewnić sobie czystość myślenia). Dlaczemu? Najłatwiej wyjaśnia się na przykładach. Weźmy więc kilka:

Lub wszystkie powyższe na raz, tak jak w przypadku autora.

Herrbata Jeżeli do ww. zmiennych dodamy silną niechęć do kawy, skąpstwo nie pozwalające na picie burżuazyjnych napojów energetycznych, niechęć do wkładania głowy pod kran, uderzania nią w twarde przedmioty, ogólnie do sprawiania sobie nieprzyjemności pozostaje tylko jedno wyjście. O takie:
(ładny mam kubek? Starszy ode mnie.)

Herrbata Przepis jest bardzo prosty: bierzemy 1/3 kubka suszu, w moim przypadku Earl Grey (tak, wiem, że szkoda), zalewamy wrzątkiem, dodajemy cytrynki i cukru wedle uznania, parzymy 5 min. Pijemy szybciutko, żeby tanina nie zniwelowała działania teiny. Uważamy na serce, przy zbyt mocnym naparze daje o sobie znać.

Herrbata Pamiętamy też, że jeżeli ktoś jest odporny na działanie kofeiny, to nie poczuje kopniaka w łeb, a picie mocniejszego napoju może mieć przykre skutki w postaci np. zapaści...

Ale bez ryzyka nie ma zabawy, prawda? :>