Internet bez domu i komputera
W związku z brakiem możliwości zmiany mojego koczowniczego trybu życia musiałem sobie jakoś poradzić z jego najgorszymi konsekwencjami, czyli brakiem dostępu do komputera i sieci, które miałem tylko w weekend, w domu poza miastem. Przez pierwszy miesiąc odcięcia od cywilizacji przyzwyczajałem się do nowej sytuacji. Z czasem jednak brak Internetu zaczął mi doskwierać – bez Wikipedii, basha, Joemonstera i komunikatora przez pięć dni w tygodniu? Nie może tak być!
Zakup swojego komputera nie wchodził w grę, z powodów czysto materialnych, podobnie z wykupieniem łącza. Rozwiązanie przyszło dwufazowo:
Najpierw zamieniłem się telefonem. Oddałem Nokię 6020 w zamian za SE K310i. Po zdjęciu simloka przekonałem się, że zamiana była cholernie opłacalna – przede wszystkim ilość pamięci telefonu i rozmiar wyświetlacza (właściwie to wszystko jest lepsze). Co ciekawe, obydwie strony są z transakcji bardzo zadowolone.
Krokiem drugim był zakup karty SIMDATA, którą polecił mi znajomy. Strzał w dziesiątkę. 3gr za 100kb? Toż to niemal za darmo, o ile używa się odpowiedniego oprogramowania:
- Opera Mini - technologia przesiewania danych przez serwery Opery jest świetna. Pobieram średnio 8kb na stronę, bez obrazków. Do tego mamy obsługę RSS i zakładek.
- Bombus - klient Jabbera na komórki o gigantycznych możliwościach. Ma tyle opcji, co Psi. Jedynym mankamentem tego typu komunikatorów jest brak historii rozmów, no i dość wolne pisanie.
W ten sposób mogę być online przez całą dobę, ze szkołą włącznie. Najpraktyczniejszym wykorzystaniem możliwości tak wyposażonego telefonu, jest przeglądanie zasobów Wikipedii podczas prac pisemnych...

Wybitne przemyślenia szanownych gości
Stiopa 11 lutego '07, 18:40
Nie ma to jak byc uzaleznionym :D:D:D
Rzuć mięsem