Własne cztery kąty

16 sierpnia '08 o godzinie 20:16

Kategorie: Life

Gdy tak się przypadkiem złożyło, że maturę napisałem z wynikiem pozytywnym i nawet mam prawo nieśmiało myśleć o dostaniu się na studia, osiągnąłem coś więcej niż śmieszny papierek z urzędowymi pieczątkami i kopią podpisu dyrektora OKE, mianowicie zyskałem własne mieszkanie. Może to nie moje nazwisko widnieje na rachunkach czy zeznaniach podatkowych, co nie zmienia faktu, że to ja tu mieszkam. (co, niestety, nie znaczy również, że nie ja płacę rachunki). Jako że jestem typowym, wypranym z duchowości materialistą, te "własne" cztery kąty na dłuższą ucieszyły mnie zdecydowanie bardziej niż koniec edukacji szkolnej czy ostatecznie przyjęcie na studia.

Początkowo miałem mieszkać sam ze sobą, czyli, jeżeli zmarginalizujemy ojca piętro wyżej i sąsiadów poniżej (nie, to nie blok, to domek "wielorodzinny"), "wolność Tomku w swoim domku" - imprezy, melanże, zarzygane ściany, wybite okna, zerwane deski z podłogi i czarne msze co piątek. Lecz niestety, zawsze musi znaleźć się coś, co kompletnie zniweczy wszystkie plany i założenia. W końcu brat to też człowiek, mimo, iż młodszy, to i dla niego też trzeba zarezerwować miejsce na czas edukacji ponadgimnazjalnej (mam jeszcze co najmniej rok spokoju, Dionizosowi niech będą dzięki). Było ciężko, ale przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Najwyżej będę czcił Szatana u siebie w pokoju.

Czytaj dalej...

« Poprzednie wpisy